
Czy wiesz, że Norwegia jest najlepszym w Skandynawii miejscem do obserwowania spektakularnego zjawiska zorzy polarnej?
Zimą, za kołem podbiegunowym, przez długie tygodnie panują całkowite ciemności i jedynie w bezchmurne dni niebo rozświetla księżyc i mieniące się gwiazdy.
W tym pozbawionym światła świecie nie widać kolorów i wszystko wydaje się tylko odcieniem szarości. Natura jest jednak sprawiedliwa i odbierając Północy na długi czas słońce ofiarowała jej dar, którego poskąpiła innym częściom świata.
Zielono-niebieskie warkocze zorzy polarnej (łac. aurora borealis) pojawią się na północnym niebie w szczególnie chłodne dni. Nikt nie wie kiedy rozbłysną i jak długo będzie trwał świetlny pokaz. Kilka minut czy może długie godziny.
Nikt też dokładnie nie zna mechanizmu ich powstawania, wiadomo tylko, że ma to związek z wiatrem słonecznym i strumieniami cząstek uderzających w atmosferę Ziemi. Kolor warkoczy zależy od pierwiastków, na które trafią cząstki w atmosferze; niebieskie to azot, a żółto-zielone to tlen.
Przez wieki to tajemnicze zjawisko fascynowało ludzi i pobudzało ich wyobraźnię. Żyjący w XVIII w. szwedzki astronom Anders Celsius, twierdził że zorza polarna jest odblaskiem ognia wyrzucanego przez wulkan, gdzieś w odległych rejonach bieguna północnego. Dawni mieszkańcy Norwegii wierzyli, że świetliste wstęgi to odbicie wielkich ławic ryb pływających blisko powierzchni morza. Z kolei Inuici żyjący w arktycznych obszarach Kanady upatrywali w tajemniczym świetle pochodni duchów, wskazujących niedawno zmarłym drogę do nieba.
Dziś zorza polarna przyciąga na daleką Północ podróżników i fotografów, gotowych spędzić wiele dni na podbiegunowym mrozie, by choć tylko przez chwilę zobaczyć jak rozświetla niebo.